fot. Bartosz Barański

ARTBUD IV liga za półmetkiem

Wszystko, co dobre na czwartoligowych boiskach dobiega końca. Za sprawą kolejki rozgrywanej awansem z wiosny, jesteśmy już za półmetkiem rywalizacji w ARTBUD IV lidze i na dobrą sprawę niczego nie możemy być pewni. Zarówno w walkę o awans, jak i o utrzymanie zaangażowanych jest spora liczba drużyn.

Dużych ambicji przed sezonem nie ukrywał beniaminek, Noteć Czarnków, co potwierdziło się w zmaganiach boiskowych. Wprawdzie na początek były dwa mecze bez zwycięstwa, ale później rozpoczął się marsz w górę tabeli i nowicjusz na czwartoligowym froncie zadomowił się na dłuższy czas na pierwszym miejscu. Końcówka rundy była słabsza, m.in. za sprawą kontuzji kluczowego zawodnika, Wiktora Kacprzaka. To zarazem najlepszy strzelec zespołu, który ma na swoim koncie 13 trafień. Noteć została mistrzem pierwszej rundy, ale w dodatkowej kolejce po stracie gola w ostatniej akcji meczu oddała pozycję lidera na zimę. Warto dodać, że drużyna prowadzona przez Adama Drozdowicza jest najskuteczniejszy w lidze i zdobył jesienią aż 47 bramek.

Schedę po Noteci na najbliższe miesiące przejęła Nielba Wągrowiec. Żółto-czarni też wystartowali nie najlepiej, w pierwszych pięciu kolejkach wygrali zaledwie dwa mecze. Potem od efektownego zwycięstwa 5:0 we Wrześni nielbiści złapali wiatr w żagle i nie schodzili z boiska pokonani przez dziesięć kolejek. Najmocniejsza strona wągrowieckiego zespołu? Zdecydowanie defensywa. Drużyna straciła zaledwie osiemnaście bramek. No i oczywiście niezniszczalny Rafał Leśniewski, który sam strzelił 20 goli – czyli więcej niż jego zespół stracił. Przewaga w tabeli to tylko jeden punkt, jednak psychologiczna przewaga jest po stronie ekipy Radosława Kołackiego.

W grze o tytuł i awans z pewnością liczyć się będzie Centra 1946 Ostrów Wielkopolski. Jeszcze w sobotę wydawało się, że to ona będzie zimować w fotelu lidera, ale sensacyjnie została rozbita czterema golami w Lesznie. Swoje do powiedzenia będzie też mieć Mieszko Gniezno, który jeśli ustabilizuje formę, powinien doskoczyć do czołówki.

Większą stratę ma inny z przedsezonowych faworytów do awansu - Kotwica Kórnik. Zielono-biali praktycznie nie przegrywali w tym roku. Wiosną przytrafiła im się tylko jedna boiskowa porażka (+ walkower), jesienią pokonani schodzili z boiska dwa razy. Cóż z tego, skoro na 18 spotkań aż 11 zremisowali. Efekt – aż dziewięć punktów straty do lidera i szansa na nawiązanie walki o awans tylko w przypadku bezbłędnej wiosny.

Z dobrej strony od początku sezonu pokazywał się drugi z beniaminków, Lipno Stęszew, który potrafił pokonać na własnym terenie m.in. wągrowiecką Nielbę 2:0. Później drużyna Arkadiusza Kaliszana zaczęła gubić punkty, ale piąte miejsce w tabeli to dobry rezultat. Po nieco niemrawym początku sezonu i zmianie trenera “zaiskrzyło” również w Szydłowie, a zespół prowadzony przez Piotra Sochackiego nie przegrał ośmiu kolejnych meczów. Został dopiero zatrzymany w miniony weekend przez beniaminka ze Skarszewa. Ogólnie jednak runda w wykonaniu Iskry na pewno „na plus”.

Przed sezonem solidne wzmocnienia przeprowadziła Korona Piaski. Tacy zawodnicy jak Mateusz Dunaj i Jędrzej Ludwiczak, którzy mają spore doświadczenie w barwach Jaroty Jarocin na boiskach trzeciej ligi, mieli dać nową jakość tej drużynie. Początki nie należały do lekkich, ale trener Michał Roszak i spółka też w drugiej części rundy złapali przysłowiowy wiatr w żagle. Korona nie schodziła z boiska pokonana przez dziesięć kolejnych spotkań. Ostatecznie po porażce 0:1 z Victorią Września i bezbramkowym remisie z Tarnovią kończą piłkarską jesień na dziewiątej lokacie. Wspomniany zespół z Wrześni konsekwentnie robił swoje w tej rundzie. Seria siedmiu meczów bez porażki zakończyła się sobotnią przegraną po 3:4 w Stęszewie. Paweł Lisiecki i spółka spędzą rundę na ósmym miejscu. 

Zaskoczeniem może być dopiero dziesiąta pozycja zespołu z Gołuchowa. “Ekipa Żubra” oceniana jest przez pryzmat fatalnej serii, która oznaczała zjazd w tabeli. Bilans ostatnich siedmiu spotkań to zaledwie jeden remis i w Gołuchowie będzie sporo do poprawy.

Nieco gorszy rezultat, a jednak lepsze nastroje mamy w Skarszewie. Niewiele brakło, by Victoria tuż przed startem rozgrywek wycofała się z nich. Sytuację udało się jednak uratować, a zespół grał i efektownie i dość skutecznie. Beniaminek potrafił zatrzymać u siebie faworytów, co potwierdzają zwycięstwa 5:3 z Mieszkiem i 3:1 z Notecią. Niekwestionowanym liderem tej ekipy jest Patryk Palat. 17 goli jesienią, w tym jeden mecz z aż pięcioma trafieniami, czynią go najpoważniejszym kandydatem do prześcignięcia Rafała Leśniewskiego w rywalizacji o koronę króla strzelców. 

Do grona niezadowolonych zaliczyć też trzeba Obrę Kościan, od której zaczyna się lista drużyn zaangażowanych w grę o utrzymanie. Zespół, którego trenerem jest Krzysztof Knychała, ma szansę jeszcze nieco poprawić swój bilans meczem zaległym z Wartą Międzychód. Może on mocno rzutować na ocenę tej rundy i przede wszystkim – sytuację przed wiosną. Przewaga nad strefą spadkową może bowiem wynieść 6 punktów, ale równie dobrze – zmaleć do jednego „oczka”.


W ligowej stawce zawsze znajdują się ekipy, które świetnie czują się na swoim terenie, ale „w delegacjach” wygląda to już bardzo źle. Tak było jesienią w przypadku GKS Tarnovii Tarnowo Podgórne i ostatniego z beniaminków, Polonii Leszno. Tarnowianie wygrali sześć razy w tej rundzie i za każdym razem u siebie. Na wyjazdach ta sztuka się nie udała, a bilans nieco uratowały dwa remisy w końcówce rundy. Zero po stronie wygranych na terenie rywala w przypadku leszczynian oznaczał z kolei bytowanie na ligowym dnie, choć ostatecznie dzięki dwóm wygranym na koniec rundy udało się nieco odbić i w bojowych nastrojach czekać na wiosnę.

Podobne odczucia mogą mieć kibice Huraganu Pobiedziska. Tutaj potwierdziło się, że drugi sezon dla beniaminka jest najtrudniejszy. Do końca października Huragan był najgorszy w lidze, z kolei w listopadzie okazał się... najlepszy. Czerwono-czarni z pewnością mają potencjał (i ambicje) na poziomie czołówki, ale w tym sezonie pozostaje jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie, bowiem gdy wkradną się nerwy, może pod koniec sezonu być różnie.

Wciąż przed szansą podreperowania swoich punktowych zdobyczy jest Warta Międzychód (wspomniany zaległy mecz z Obrą zaplanowany na 3 grudnia), co nie zmienia faktu, że młody zespół znów czeka uciekanie spod topora. Scenariusz jest podobny, jak przed rokiem – zespół opuścili liderzy i ciułanie zdobyczy przychodzi z dużym trudem. Na finiszu jesieni udało się opuścić ostatnie miejsce, na które trafiła ekipa SKP Słupca. Jak podkreślał w jednym z wywiadów trener, Maciej Rozmarynowski to przede wszystkim skutek problemów kadrowych spowodowanych kontuzjami i niską frekwencją na treningach. W Słupcy nie zamierzają jednak wywieszać białej flagi.