Absolutny beniaminek na południowych rubieżach
W niedawno rozpoczętym sezonie ARTBUD Group IV Ligi do rozgrywek powróciło kilka dobrze znanych, lecz nieobecnych w ostatnich latach na tym poziomie ekip. Wśród nich jest jednak też taka, dla której awans na piąty szczebel ligowej drabinki to absolutna nowość. Jest nią drużyna z Kobylej Góry.
Rafał Wandzioch • 28.08.2025

Zefka Kobyla Góra
Klub, który obecnie znamy pod nazwą „Zefka”, powstał w połowie lat 60. ubiegłego wieku jako lokalny LZS. Dopiero po kilku latach do nazwy dodany został moduł „Jutrzenka”. Nie dotrwał on jednak do czasów współczesnych, gdyż w latach 90. klub zyskał osobowość prawną jako „Zefka”. To niecodzienna nazwa, która wśród kibiców może wywoływać zaciekawienie. Jej etymologia przez lata budziła pewne wątpliwości, jednak dziś jest już jednoznacznie ustalona.
Nazwa pochodzi od zbiornika wodnego, który jest w Kobylej Górze. Społecznicy, którzy go tworzyli, tak go właśnie nazywali i stąd się to wzięło. Ci sami ludzie organizowali też biegi przełajowe, angażowali się w budowę stadionu. To była w pewnym sensie hermetyczna grupa i ta zmiana na początku lat 90. prawdopodobnie wynikała z tego powodu.
- opowiada prezes klubu z Kobylej Góry, Artur Franikowski.
Prace nad samym zbiornikiem zakończyły się w 1983, gdy ukończono tamę na rzece Meresznica. Tym samym wieś zyskała miejsce wypoczynku dla mieszkańców, a także – jak się później okazało – nazwę dla lokalnego klubu. Historia samej Kobylej Góry jest jednak znacznie dłuższa. Wzmianki o niej można znaleźć w dokumentach z końcówki XIV wieku.
Przez ostatnich sześć lat z wyjątkową nazwą klubu mogli się już jednak osłuchać kibice z większej części wielkopolski, bowiem od 2019 ekipa z Kobylej Góry występowała na poziomie V Ligi, stopniowo umacniając swoją pozycję. Było tak aż do sezonu 2024/25, który zakończył się wywalczeniem mistrzostwa grupy 3. tych rozgrywek, a co za tym idzie, upragnionym awansem do ARTBUD Group IV Ligi. Zefka na koniec zmagań miała pięć punktów przewagi nad drugą Kanią Gostyń.
- Jak to już w sporcie bywa, czasami przygotowuje się zespół z nadziejami, że ta grupa będzie w stanie powalczyć o awans. W tym roku praca z trenerem Michałem Gieczem zaowocowała. Na wiosnę po meczach z drużynami z Kawęczyna i Krotoszyna gdzieś ta pewność tego awansu się pojawiła. Uwierzyliśmy, że tę czwartą ligę jesteśmy w stanie sportowo osiągnąć – podkreśla Franikowski - Cały ten awans wyszedł nieco organicznie. W południowej Wielkopolsce jest sporo klubów, więc skład trzeba budować stopniowo, gdyż nie ma za dużo wolnych zawodników na odpowiednim poziomie. Przez ostatnie 2 lata trwał proces cementowania składu, bo udało nam się utrzymywać kluczowych piłkarzy, a dodatkowo byliśmy w stanie wzmocnić się kilkoma chłopakami z doświadczeniem na wyższych szczeblach. Stąd wyniki, które w konsekwencji dały nam awans – zaznacza.
Kobyla Góra liczy niecałe 2 tysiące mieszkańców i jest położona około 30 kilometrów na południe od Ostrowa Wielkopolskiego. Jednocześnie region, w którym się znajduje jest bardzo gęsto wypełniony klubami, co powoduje, że trudno jest przyciągnąć do siebie kibiców z innych miejscowości. Jednak w samej Kobylej Górze mecze są istotnym wydarzeniem.
Nie mamy jakiejś ogromnej liczby kibiców, wszak nasza gmina jest stosunkowo niewielka. Jednak wszyscy żyliśmy tą drogą do czwartej ligi. Mamy też świadomość, że to co teraz uda nam się wybudować, czy to w kwestii infrastruktury, czy też organizacyjnie, zostanie z nami na lata. Będąc na poziomie ARTBUD Group IV Ligi musimy już spełnić sporo wymagań – zadbać zarówno o wygląd stadionu, jak i o bezpieczeństwo. I to wszystko zostanie na dłużej.
Zderzenie z czwartoligową rzeczywistością było dla Zefki brutalne. Już w pierwszej kolejce została zdeklasowana przez spadkowicza z Betlcic 3. Ligi, Kotwicę Kórnik, aż 0:6. Tydzień później wyzwanie było tylko nieco mniejsze, gdyż beniaminek trafił na Obrę Kościan. To spotkanie również padło łupem rywali, którzy wygrali 4:0. Jednak z każdym kolejnym meczem, gdy oponenci znajdowali się na nieco bardziej zbliżonym poziomie, piłkarze prowadzeni przez trenera Michała Giecza czuli się pewniej, czego efektem były pierwsze zdobyte punkty.
Nie mieliśmy na start najłatwiejszego terminarza - w pierwszym meczu graliśmy z Kotwicą, która na ten moment jest chyba poza zasięgiem wszystkich drużyn w lidze. Obra też deklarowała walkę o czołowe lokaty. W meczu z Ostrovią przegraliśmy 2:5, ale to my kontrolowaliśmy grę, a rywale oddali pięć strzałów i wszystko im wpadło. Myślę, że chłopacy czują, że mogą w tej lidze walczyć nawet o środek tabeli. Celem podstawowym pozostaje jednak utrzymanie.
- podsumowuje prezes Zefki.
Dodatkowym utrudnieniem w pierwszych kolejkach był fakt, że Zefka nie mogła występować na domowym obiekcie, który przechodził modernizację. Ten stan rzeczy ma się zmienić już w szóstej serii gier, kiedy to na południowy kraniec województwa przyjedzie Polonia Leszno, a Kobyla Góra oficjalnie zostanie kolejnym gospodarzem czwartoligowych zmagań. Zobaczymy, czy powrót na własną murawę, da klubowi z ponad 60-letnią tradycją dodatkowych argumentów w walce na najwyższym wojewódzkim szczeblu.
Przez lata Zefka była w cieniu innych klubów z regionu – z większych miejscowości, grających na wyższych szczeblach. Dziś może budować swoją historię, która będzie obserwowana nie tylko przez fanów z okolicy. Przez lata w Kobylej Górze trenował utytułowany polski chodziarz, Robert Korzeniowski. Być może przykład czterokrotnego Mistrza Olimpijskiego natchnie piłkarzy Zefki do „wydeptania” sobie stałego miejsca na poziomie wojewódzkim.