„Apetyt rósł w miarę jedzenia” – o drodze Wiary Lecha do futsalowej elity
Sekcja futsalu Wiary Lecha w sezonie 2025/26 całkowicie zdominowała rozgrywki 1. Ligi grupy północnej, nie przegrywając w nich ani razu. Tym samym poznańska drużyna w pięć lat przeszła drogę od debiutu w rozgrywkach do najwyższego szczebla. O drodze do Fogo Futsal Ekstraklasy opowiedział Karol Jaroni, członek zarządu klubu ze stolicy wielkopolski.
Rafał Wandzioch • 26.04.2026
Damian Garbatowski/Wiara Lecha Poznań
Rafał Wandzioch: Kiedy pojawił się pomysł, by w Wiarze Lecha oprócz sekcji „trawiastej” istniała także ta futsalowa?
Karol Jaroni: Pomysł zaczął kiełkować znacznie wcześniej niż w 2021 roku, gdy dołączyliśmy do ligi. W sezonie 2018/2019 zadebiutowaliśmy w rozgrywkach wojewódzkiego Pucharu Polski – wtedy graliśmy głównie zawodnikami z dużego boiska i udało nam się awansować do turnieju półfinałowego. To był nasze pierwsze szlify jeśli chodzi o futsal. Jako klub organizujemy także WL Ligę, w ramach której zimą przez wiele lat trwała rywalizacja halowa. Jak więc widać ten futsal zawsze gdzieś był obok nas. Przez lata blisko współpracowaliśmy z Jackiem Sanderem, który wtedy grywał w innych klubach. W końcu zdecydował się stworzyć coś razem z nami. To właśnie razem z Jackiem rozpoczęliśmy tworzenie kadry na pierwszy sezon w trzeciej lidze.
Jakie były pierwotne założenia sekcji? Wiele klubów, które tworzy drużynę futsalu mając jednocześnie zespół w piłce jedenastoosobowej wykorzystuje futsal jako sposób na rywalizację w miesiącach zimowych. Czy u was początkowy koncept był podobny?
Nie, u nas właściwie to od początku były dwie niezależne sekcje. Traktowaliśmy to bardziej jako miejsce czy dla byłych zawodników, czy też osób, które nie grywały na dużym boisku, a zawsze chciały zagrać dla Lecha i z kolejowym herbem na piersi.
A w którym momencie pojawiła się myśl, że ten projekt może być czymś dużym, co może przerosnąć sekcję trawiastą?
Na pewno było to po awansie do pierwszej ligi. Gdy już udało się nam szybko, bo po dwóch latach, przejść przez tą drugą ligę, stwierdziliśmy, że chcemy spróbować walczyć o elitę. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Wiedzieliśmy, że będąc w pierwszej lidze do Ekstraklasy pozostaje już tylko krok. Powoli tworzyliśmy i wzmacnialiśmy kadrę o zawodników stricte futsalowych. Przyszło do nas wielu zasłużonych graczy. Zaczęliśmy także poszukiwać sponsorów, by po raz pierwszy w historii naszego klubu płacić pieniądze zawodnikom za grę i odejść od zasad, które obowiązują na dużym boisku. Tutaj chcieliśmy po prostu zrobić w miarę profesjonalną, czy wtedy jeszcze półprofesjonalną, sekcję w ramach naszego klubu. Z czasem przerodziła się ona w pełnoprawny profesjonalny klub, w którym zawodnicy otrzymują wszystko co potrzebne do życia.
Jak długo wewnątrz klubu dyskutowaliście o tym, czy profesjonalizacja to kierunek, w którym należy iść? Pozostałe sekcje Wiary Lecha szczycą się tym, że zawodnicy występują w nich za darmo – wyłącznie z miłości do kolejarskiego herbu. W futsalu jednak zdecydowaliście się od tego odejść. Czy ta decyzja była trudna?
Tak, był to spory dylemat. Mieliśmy jednak świadomość, że jeżeli chodzi o potencjalny rozwój czy chociażby utrzymanie tego poziomu pierwszoligowego, będzie nam bardzo trudno coś osiągnąć trzymając się tych zasad. Zawodników futsalowych jest w naszym regionie znacznie mniej niż trawiastych, inaczej przebiega też szkolenie. Specyfika dyscypliny jest kompletnie inna. Dlatego też chcieliśmy zrobić ten krok w stronę profesjonalizmu. Już na dużym boisku te zasady są dla nas sporym sportowym wyzwaniem – dziś walczymy o utrzymanie w IV Lidze. W hali bez rezygnacji z tego nie bylibyśmy w stanie wykonać kroku na przód.
Zmiana tego podejścia to jeden z przejawów rozwoju sekcji futsalu. Patrząc na pięć lat istnienia tej drużyny jak zapatrujesz się na jej ewolucję? Czy można to jakkolwiek porównać z 15 latami funkcjonowania zespołu w piłce jedenastoosobowej?
Na pewno była to swego rodzaju rewolucja, gdy przed pierwszym pierwszoligowym sezonem postanowiliśmy mieć zawodników na kontraktach, a dodatkowo ściągnąć też pierwszych graczy z zagranicy. To było dla nas dość spore novum, jeśli chodzi o kwestie logistyki.
W kwestii struktury organizacyjnej klubu mamy spore pole do rozwoju. Nieco „za szybko” osiągnęliśmy obecny poziom sportowy zestawiając go z tempem rozwojem struktury administracyjnej. Obecnie działamy metodą mocno „gospodarczą” – nie mamy osób na umowach, a pieniądze za swoją pracę otrzymują wyłącznie zawodnicy i trener. Wszyscy inni działają wolontaryjnie w swoim wolnym czasie.
Czy to właśnie ten element trzeba rozwinąć najbardziej przed debiutanckim sezonie w elicie?
Na pewno tak, choć tutaj mocno będzie nas ograniczał aspekt finansowy. Kontrakty zawodników, a także koszty związane z uczestnictwem w rozgrywkach Ekstraklasy, są dla nas sporym obciążeniem. Niemniej chcąc rozwijać cały klub – biorąc pod uwagę liczbę drużyn (dwie drużyny w piłce jedenastoosobowej i dwie futsalowe, a także sekcja koszykówki – przyp. red.) to jest ogromne wyzwanie, by obecnymi zasobami ludzkimi sprawiać, by wszystko wyglądało jak najbardziej profesjonalnie.
Mocno na wzrost profesjonalizmu wpłynęło zatrudnienie kogoś takiego, jak Orlando Duarte. Skąd wziął się pomysł na tak doświadczonego szkoleniowca w drużynie z 1. ligi?
Po sezonie 2024/25, gdy przegraliśmy awans w barażach ze Śląskiem Wrocław wiedzieliśmy, że potrzebujemy doświadczonego trenera. Poprzednie rozgrywki kończyliśmy z duetem grających szkoleniowców, Dominikiem Soleckim i Jackiem Sanderem. Wiedzieliśmy, że przed kolejnym sezonem będziemy potrzebować na ławce kogoś jeszcze bardziej doświadczonego. Tu z pomocą przyszedł właśnie Dominik, który znał trenera Duarte z czasów gry w Piaście Gliwice. Wiemy, że Portugalczyk to postać wielce zasłużona i utytułowana w świecie futsalu, która nie musi już nic nikomu udowadniać. Jest to ogromny pasjonat tej dyscypliny, który dalej żyje meczami i treningami tak, jakby dopiero zaczynał swoją drogę.
To co połączyło nas z Orlando to wspólna pasja do futsalu. Szczerze mówiąc nie musieliśmy go długo przekonywać. Negocjacje były bardzo krótkie, a aspekt finansowy czy inne zapisy kontraktowe zostały poruszone na ostatnim miejscu. Dla niego najważniejsze było to, by postawić mu jasny cel i przygotować kadrę umożliwiającą jego realizację. Myślę, że on szukał takiego projektu, w który będzie mógł się w pełni zaangażować i realizować.
Spodziewaliście się, że ekipa, który zbudowaliście, będzie w stanie aż tak bardzo zdominować ligę? Wygraliście wszystkie mecze poza starciem w Lęborku, gdzie zremisowaliście.
Marzyliśmy o tym, by awansować do Ekstraklasy, ale po sezonie 2024/25 nie oczekiwaliśmy, że uda się to zrobić bez ani jednej porażki. Wiedzieliśmy z kim przyjdzie nam realizować. Spodziewaliśmy się twardej walki z Jagiellonią czy Red Devils, którzy byli spadkowiczami z Ekstraklasy. Trudnych warunków oczekiwaliśmy również ze strony Lęborka, który ostatecznie napsuł nam trochę krwi i jako jedyny urwał punkty. Na pewno to, że nie tylko awansowaliśmy, ale przeszliśmy przez cały sezon niepokonani, jest rzeczą historyczną i dla nas niespodziewaną przed startem rywalizacji. Tym bardziej cieszymy się, że udało się to osiągnąć.
Paradoksalnie taka dominacja nie sprzyjała zainteresowaniu naszymi meczami, a kwestia budowania publiczności to coś, nad czym zdecydowanie musimy pracować. Musimy wychować w Poznaniu taką stricte futsalową publikę. Przez lata w stolicy Wielkopolski nie było tej dyscypliny na takim poziomie i myślę, że w tym aspekcie przyjdzie nam wykonać sporo pracy. Musimy pokazać kibicom, że warto chodzić na mecze, a sam sport jest niezwykle ciekawy i atrakcyjny.
Jaki cel stawiacie sobie przed pierwszym sezonem Ekstraklasy? Czy samo utrzymanie będzie sukcesem? A może ciężar bardziej położycie na aspekty pozaboiskowe?
Głównym celem na pewno będzie pozostanie w lidze na kolejny sezon. Rok temu przez pierwszą ligę jak burza przeszedł Ruch Chorzów, a w najwyższej klasie rozgrywkowej miał ogromne problemy i po jednym sezonie wraca na niższy szczebel. Nie chcemy tego powtórzyć. Oczywiście będziemy walczyć o jak najlepszy wynik, ale trzeba mieć świadomość, że wszystko ponad utrzymaniem będzie ogromnym sukcesem. Niektórzy pewnie marzą o play-offach, ale tu dużo zależy od tego, co uda się nam jako zarządowi osiągnąć w rozmowach ze sponsorami. Walczymy o to, by kadra na przyszły rok była w stanie walczyć o jak najwyższe cele. Negocjacje z zawodnikami aktualnie się toczą. Mamy już w zasadzie domkniętą listę futsalistów, których trener Duarte widziałby w swojej drużynie.
Jeśli chodzi o frekwencję to tutaj mocno ograniczają nas zasoby lokalowe. Mamy do dyspozycji dwie hale – tę na Politechnice, w której do tej pory rozgrywaliśmy większość spotkań, a także na Morasku. Współpraca z uczelniami w kwestii wynajmu jest świetna. Wiadomo jednak, że dostępność tych obiektów, przez sporą liczbę grających w nich drużyn, jest ograniczona. Nie ma wątpliwości, że w Polsce jest wiele lepszych aren do przyjmowania kibiców. Musimy sobie jednak radzić z tym co mamy. Będziemy robić wszystko, by zapraszać kibiców na mecze, a frekwencja była jak najwyższa. Wiadomo, że teraz będziemy mieć także rywali o innym prestiżu – w Ekstraklasie są zarówno marki znane z „trawy”, jak Legia czy Śląsk, jak i wielkie zespoły futsalowe, jak Piast, Rekord czy Eurobus. Dużego zainteresowania spodziewamy się także na meczach derbowych z Futsalem Leszno oraz Red Dragons Pniewy. Myślę, że wielu kibiców przyjdzie z ciekawości i chęci sprawdzenia, jak grają najlepsze futsalowe ekipy w kraju. Gdy pomyślę, że nasz zespół będzie się mierzył z takimi markami, na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech. Mam nadzieję, że nasi kibice mają podobnie.